|
|
Postać św. Stanisława, patrona Polski i jego konflikt z królem Bolesławem Szczodrym, zwanym dopiero w późniejszych przekazach Śmiałym, budzi do dnia dzisiejszego wiele kontrowersji. |
|
|
|
Inne głosy podnoszą późniejsze podłoże ideologiczne będące pilną potrzebą Krakowa, walczącego w dobie rozbicia dzielnicowego o swą stołeczność z Gnieznem, co może uzasadniać koniecznością posiadania swojego świętego. Wielkopolska miała swojego prymasa i grób świętego Wojciecha zaś Małopolska tylko biskupa krakowskiego i żadnych świętych relikwii. Pilnie więc sprowadzono z Rzymu relikwie św. Floriana męczennika, nie mającego żadnego związku z Krakowem i przypomniano sobie niejako o osobie biskupa Stanisława, czczonego dotąd w Krakowie prywatnymi modłami, podejmując starania o kanonizację. Przykłady można by długo jeszcze mnożyć. W międzyczasie postać świętego obrosła wielu legendami od piotrowińskiej począwszy. Nie osądzając czy król miał prawo skazać biskupa a przypomnieć należy, iż dopiero po soborze z 1136 roku, kler uzyskał osobistą nietykalność, zaznaczyć należy, że różna jest też teoria dotycząca miejsca śmierci biskupa Stanisława. Część badaczy stara się przekonać, iż święty zginął dopiero na skutek wyroku królewskiego. Coraz silniejsze jest jednak przekonanie, iż miejscem śmierci biskupa Stanisława był Kościół na Skałce i śmierć ta miała gwałtowny charakter. W latach sześćdziesiątych dwudziestego stulecia, Karol Wojtyła, ówczesny wikariusz kapituły krakowskiej, zezwolił na otwarcie grobu świętego Stanisława i przeprowadzenie badań. Analiza licznych razów pozostawionych na czaszce zdaje się wskazywać bardziej przekonywująco na morderstwo niż na egzekucję. Faktem jest, że choć od męczeńskiej śmierci Biskupa Stanisława minęło już 925 lat, a od dnia kanonizacji 750, przez cały ten okres Jego kult czczony jest w całej Polsce z wielką żarliwością . Świadczą o tym nie tylko tysiące kościołów pod wezwaniem św. Stanisława lecz głęboko zakorzeniona pamięć w świadomości religijno-historycznej wielu pokoleń. Dzisiejszym tego potwierdzeniem niech będzie krakowska uroczystość, która miała miejsce 8 maja w dniu imienin Patrona Polski. Należy sobie zadać pytanie czego doszukiwał się tam bez mała stu tysięczny tłum – z porażającą liczbą dzieci i młodzieży - biorący udział w tej historycznej uroczystości? Co nowego i ważnego mogą dziś przekazać następcy Biskupa ze Szczepankowa? Odpowiedzią na to pytanie jest homilia wygłoszona przez NAGY niespotykanie często przerywana gromkimi oklaskami, którą biorąc pod uwagę silne elementy historyczne, przedstawiamy w całości |
Homilia kard. Stanisława Nagyego wygłoszona 9 maja na Skałce (dokumentacja), Kraków, 09.05 |
"Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów a nie wstydziłem się, rozważałem Twoje przykazania, które umiłowałem". (Ps. 119, 46-7). |
|
|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
6. I owce zrozumiały sens tej wysokiej uiszczonej za nie zapłaty. Porażone jej wysokością, w pierwszym momencie odpowiedziały żarliwym gestem przylgnięcia do bezapelacyjnej i ostatecznej - kwestionowanej przez chwilowe podniesienie głowy odrzuconego tak niedawno pogaństwa - wiary w Chrystusa. I to był błogosławiony skutek tej iskry Bożej, która stanowi dramat ze Skałki. Ale ta Boża iskra owocująca promieniowaniem niewzruszonej wiary w społeczny organizm Kościoła, która wytrysnęła stąd, ze Skałki, z Krakowa, z kraju nad Wisłą, miała swój błogosławiony ciąg dalszy, tyle że stawała się płomieniem sięgającym rubieży tego Kraju, a z biegiem czasu wybiegającym poza jego granice. Grunwald, Warna, Chocim, Wiedeń, Warszawa 1920 - to symbole tego polskiego promieniowania ofiary składanej w obronie wiary. |
7. A to bohaterskie polskie ofiarne promieniowanie w obronie wiary w przeszłości, miało drugi jeszcze wielki, bohaterski wariant. Miejscami, w których się rozgrywał były Dachau, Oświęcim, Sachsenhausen, Stutthof i tyle Golgot polskich kapłanów i świeckich, którzy płacili cenę najwyższą za heroicznie wyznawaną wiarę i jej obronę. Czy wariant ten nie stanowi przesłanki do tego, że dziś Kościół nad Wisłą jest upatrywany za bastion Chrześcijaństwa w Europie? Dalecy od popadania w zatrącający pychą mesjanizm i naiwność, musimy to potraktować raczej jako wyzwanie Opatrzności, żeby wytrwać i pomóc do wytrwania innym. |
||||||||
8. Najjaskrawiej jednak świecący płomień na horyzoncie już współczesnego Kościoła, zapłonął znowu tu nad krakowską Wisłą i rozbłysnął na horyzoncie wzburzonego świata łuną żarliwej wiary i głębokiej nadziei. Nie trudno się domyśleć kogo mam na myśli. To On, następca Stanisława - męczennika ze Skałki. Jan Paweł II Papież z rodu Polaków. To właśnie On z żagwią wiary żarliwie głoszonej na ścieżkach całego prawie świata przemknął jako Anioł Pokoju i Nadziei i przez polskie drogi, od Bałtyku po Karpaty, od Bugu po Odrę, dokonując ważkiego bierzmowania ojczystej ziemi. Do dzisiaj słychać echa tego wołania z Placu Zwycięstwa: "Niech zstąpi Duch Twój na tę ziemię" i ten z niedalekich stąd Błoń Krakowskich z 10 czerwca 1979 r. też dramatyczny apel - błagania: "abyście nigdy nie wzgardzili miłością, która jest największa, która się wyraziła przez krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzeni ani sensu". Nie możemy, nie mamy prawa zatkać uszu na te święte echa, które nie tylko z Warszawskiego Placu Zwycięstwa i z naszych Krakowskich Błoń się podnoszą, ale tkwią mniej lub bardziej uśpione we wszystkich niemal zakątkach naszej Ojczyzny. A w nich zamknięta jest żarliwa jak zawsze, troska wielkiego Ojcowskiego serca o wiarę swych braci z nad Wisły, Odry i Bugu, ale i z Ameryki, Afryki i z Australii, troska o wiarę, o Boga w życiu, o autentyczny model społeczeństwa chrześcijańskiego. |
||||||||
9. A troska ta ma dziś coś z owego Stanisławowego zatroskania o dawanie życia za owce swoje ówczesnego Kościoła, który wyszedł z zagrożenia odżywającego chwilowo pogaństwa. Bo dzisiaj z wejściem do struktur Europy to zagrożenie wraca w nowym przyodziewku, ale takie samo. Może jeszcze nie ma odwagi odsłonić przyłbicy pragmatycznego intelektualnie ateizmu, ale nie wstydzi się służyć mniej lub więcej kompromitującym bożkom, które pozwalają żyć tak jakby Boga nie było. A to oznacza niepohamowane hołdowanie wolności, gonitwę za wygodą i przyjemnością, uleganie najniższym instynktom. Papież znad Wisły wyraża niezmiennie swój zdecydowany sprzeciw, wobec tej spłaszczonej filozofii życiowej człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże. |
||||||||
10. Nie oznacza to żadną miarą pomniejszania tego, co stało się parę dni temu, a mianowicie wejścia do struktur Zjednoczonej Europy. Mówimy z całym naciskiem: do wejścia do struktur jednoczącej się Europy, a nie do Europy, jako określonego kontynentu. Bo my Polacy, zawsze w tej Europie byliśmy i na końcu przez dziesiątki lat chcieliśmy też wejść do jej zorganizowanej struktury, jaka wyłoniła się po wojnie. Jest zaiste ironią losu, że tę wolę zmaterializowali w postaci urzędowej ci, którzy od tej Europy na nowo po wojnie urządzonej, odwracali się przez wiele lat plecami. Ale fakt jest faktem, wiekopomnym faktem: jesteśmy całą pojemnością naszej polskiej świadomości w Europie. I Bogu Wszechmocnemu za to dziękujemy, radując się z osiągniętego wielkiego dobra. |
||||||||
11. Bylibyśmy jednak naiwni lub nieszczerzy, gdybyśmy nie powiedzieli, że z tą radością mieszają się wątpliwości i obawy. Różne obawy. Ale jedną z podstawowych jest właśnie perspektywa zagrożenia tego, co od tysiąca lat funkcjonowało w tym Narodzie w jak najściślejszym sprzężeniu, jako stos pacierzowy jego istnienia i działania - wiara chrześcijańska i losy ojczyste, Kościół i Polska.Powiedzmy otwarcie, obecny klimat duchowy Europy i jego formalny zapis w postaci projektu Konstytucji Zjednoczonej Europy, budzi w nas niepokój. Lękamy się zbrodniczego stosunku do życia z aborcją i eutanazją na czele. Nie, nie wpadamy w panikę - stawialiśmy czoła nie takim zakusom na życiową filozofię naszego Narodu. Damy sobie przy Bożej pomocy radę i z tymi popłuczynami tamtych zagrożeń, znajdujących się dzisiaj na śmietniku historii. Ale musimy być czujni, krańcowo roztropni i przewidujący, bo wróg jest dobrze uzbrojony i wyjątkowo chytry. Co więcej, przenika już szańce naszej obrony. A jaskrawym przykładem tego jest ta bezwstydna prowokacja ostatnich dni, upokarzająca to miasto stu kościołów z jego świętościami: Wawelem, Skałką i świątynią Bożego Miłosierdzia na czele. Boli to i zawstydza, ale nie może zagłuszyć zasad dyktowanych autentyczną miłością bliźniego i ewangelicznej roztropności. Mimo wszystko, jest to krótkotrwały choć bardzo znaczący epizod. |
||||||||
12. Pozostaje natomiast generalny problem stającej w naszych progach Europy bez Boga, czy wypierającej się Boga. Musimy wszyscy, cały Kościół polski, Pasterze i owczarnia, cała rodzina Boża na tej ziemi stawić czoło takiej Europie. A trzeba to uczynić w imię Bohatera ze Skałki, Świętej Królowej z Wawelu i Matki Wszechnicy Jagiellońskiej, zastępu męczenników Oświęcimia, Dachau, Sachsenhausen i Katynia. Musimy przylgnąć całym sercem do tego echa wołania z Placu Zwycięstwa i Błoń Krakowskich, zostając wierni wierze Ojców, przywiązani do Chrystusa i Jego Kościoła. Ale musi to być wiara przekładająca się w autentyczny chrześcijański czyn wierności Kościołowi, walki o ochronę życia i jego niezawodny bastion jakim jest chrześcijańska rodzina. I taki niech będzie owoc tego świętego zamyślenia na tej Stanisławowej Golgocie. A wtedy dramat ze Skałki odezwie się echem Stanisławowego tryumfu, prawdy i dobra nie tylko nad Wisłą ale i nad Dunajem, Renem i Sekwaną i zakwitnie godnym życiem w pokoju naszej Ojczyzny i pozostałych krajów europejskiej rodziny. |
||||||||