GOLGOTA WSCHODU

Liliana Narkowicz ,,Siła w cierpieniu" (z zeznań naocznego świadka)

( ...) Otwarte pozostaje pytanie czy na ,,Golgotę Wschodu" powinniśmy patrzeć wyłącznie przez pryzmat zbrodni katyńskiej? Czy termin ten nie powinien odnosić się do całości zbrodni popełnionych na ludności polskiej zamieszkującej wschodnie tereny Polski?

.. Każdego dnia z wdzięcznością wpatruję się w miłosierne oblicze Matki Boskiej Ostrobramskiej. Tej, która spoglądając z ram obrazu na ścianie, czuwała nade mną od kolebki. Tej, u stóp której, jako mała dziewczynka przyprowadzona przez rodziców, klęczałam w kaplicy wileńskiej. Tej, która ratowała mi życie i pozwoliła nieść krzyż Pański, jako krzyż mojego żywota.

Nazywam się Stanisława Woronis (ur.1919 r.) z domu Bandalewiczówna. Mam już ponad 80 lat. Urodziłam się w Koniuchach i najprawdopodobniej tu zakończę swoje życie. Namawiano nas, by repatriować się do Polski, ale jak mogliśmy zostawić swoją ziemię. Nieraz tak idę sobie przez wieś, a ludzie mnie pytają o receptę na czerstwy wygląd, dobre zdrowie, żywą pamięć. Ja odpowiadam: ,,Siła w cierpieniu".

W tych okolicach moi pradziadowie Bandalewiczowie siedzieli od wieków... Ta nasza ziemia, (nasza, czyli tych wszystkich, dla których jest maleńką ojczyzną-miejscem przyjścia na świat) rzeczywiście jest zroszona krwią. To, co dane było mi przeżyć, nigdy nie da się wykreślić z pamięci. Jestem najstarszą mieszkanką Koniuch. Urodziłam się za czasów polskich. Przeżyłam wojnę światową i okupację sowiecką. Teraz jestem obywatelką Litwy, uważającą się za Polkę, jak i wszyscy mieszkańcy naszej wsi. W czasach radzieckich oglądaliśmy filmy, czytaliśmy książki i gazety, i ciągle słyszeliśmy o tym, jak Niemcy okrutnie zachowywali się względem żołnierzy na wojnie, jak znęcali się nad ludnością cywilną.

My, prawowici mieszkańcy tej ziemi, gospodarze ojczystych zagród w Koniuchach przeżyliśmy masakrę naszych bliskich, sąsiadów i znajomych bynajmniej nie z ręki niemieckiej. Wieś, poza kilkoma domami, została bestialsko spalona. Ludność bezlitośnie wymordowana. Po niektórych rodzinach nie zostało nawet śladu. Partyzantka sowiecka, która miała prowadzić walkę przeciwko okupantowi przy poparciu ludności cywilnej (której nieraz pomagało się ubraniem i żywnością), partyzantka armii wyzwolicielki" okazała się naszym największym i najstraszniejszym wrogiem, bo nie znającym litości nawet nad dziećmi, kobietami i starcami. Z Pircziupiai [Pirciupie], litewskiej wsi, znajdującej się obok lasów Rudnickich, uczyniono narzędzie propagandy. Wożono wycieczki. Mówiono o spalonych domach i zabitych mieszkańcach. Uczono ,,historii". Temat Koniuch był zawsze tematem zakazanym. Bezradny strach i ciążąca niepewność... Cierpieliśmy w milczeniu... Pamiętaliśmy w milczeniu...

Zostałam boleśnie doświadczona przez los. Najpierw rozdzierające krzyki bitych i zabijanych ludzi... Ryk bydła daremnie szukającego ucieczki z zamkniętych płonących obór... Łuna pożaru nad naszą wsią.... Płomień, który zniszczył naszą zagrodę i cały dobytek... Moje bose trzyletnie dziecko wyciągnięte z łóżka na siarczysty mróz... świst kul sowieckich poza naszymi plecami podczas ucieczki...

A potem, już po wojnie Ľpo upływie pół roku wywieziony w głąb Rosji. Wrócił Ľsolidny szewc), lecz z zakazem na całe życie opuszczania wsi na rzecz miasta... Przeżyliśmy przedwczesną śmierć córki jedynaczki - zaziębione nerki w czasie styczniowej ucieczki 1944 roku. Czuwanie nad dwoma osieroconymi wnukami w wieku 8 i 9 lat: szkoła, choroby, wojsko...

... Pamiętam, że to był 29 stycznia. Nad ranem ok. godz. 7-ej (ciemno zwykle było, więc nie mogła zrozumieć skąd biło światło) mąż obudził mnie strasznym szarpnięciem za ramię i krzykiem, że opuszczamy dom i to natychmiast. Nasz dom znajdował się w środku wsi. Pierwsze gospodarstwa już płonęły ...

Po drugiej stronie drogi, przecinającej naszą wieś jest las - niemy świadek okropnych wypadków. Partyzanci sowieccy często zaglądali do nas przedtem. Zwykle zjawiali się ze stanowczym rozkazem lub rewolwerem w ręku, byśmy dali kury, świniaka lub inną żywność. Potem dokonywali wręcz grabieżczych napadów, niczym bandyci. Nasi mężczyźni zbuntowali się. Nie mieliśmy czym karmić własne dzieci. U niektórych bieda aż piszczała. Kiedy zorganizowano samoobronę, rozprawiono się z nami w sposób bestialski, stosując mord i ogień. Mogłabym zrozumieć męskie porachunki, ale mordowania niewinnych ludzi, nigdy!.. To było gorsze niż wojna. Na wojnie ucieka się przed kulą. Tych, kogo w Koniuchach kula nie trafiła, lub tylko raniła, dobito żywcem.

Schroniliśmy się (z mężem i córeczka j kilka kilometrów od naszej wsi, u państwa Stackiewiczów. Choć byliśmy tylko zwykłymi włościanami, znaleźliśmy zrozumienie i przytułek. Pani była przerażona, że ja zamiast sukienki miałam nocną koszulę, a dziecko, na które zarzuciliśmy ciepłą chustę (był przecież styczeń i mróz daj Boże) miało nóżki... bose. Córeczkę natarto spirytusem, owinięto w ciepły koc, napojono herbatą. Przeżyła, ale konsekwencje ponieśliśmy wszyscy... Strach i świst kul poza plecami ,,będę pamiętać do końca dni. Tak, jak płonącą wieś, daremnie błagającą o litość.

Wróciliśmy do Koniuch nie od razu. Partyzanci sowieccy czuwali i nie daj Boże, jak kogoś znaleźli. Tego krwawego dnia zginęła też bliska rodzina mego męża. Dwudziestoletnia Ania Woronis słynęła na całą okolicę ze swej urody... Tak bardzo szkoda mi chłopaczka Antka Bobina. Młody, piękny, pracowity. Nie mieszkał tu, służył u gospodarzy gdzie indziej. Ale akurat odwiedził wieś rodzinną. Ojciec jego był w szpitalu w Bieniakoniach. A Antek tak niewinnie zginął... Podobnie było z rodziną Pilżysów, która przyjechała z Wilna, gdyż nabyła tu dom... Nie utrzymywaliśmy z nimi bliższych kontaktów, gdyż mieszkali dalej, za rzeką. Wiem jednak, że mieli dzieci... Czym zawiniły dzieci?... Molisowa np. miała córeczkę w wieku 1,5 roku. Trzymała ją na ręku uciekając. Obie padły od kul...

.. .Mogiłę dla wszystkich zrobiliśmy wspólną. Tuż pod lasem. Niedaleko krzyża, który młodzież postawiła przed wojną dla upamiętnienia naszych katolickich korzeni. Jakby w przeczuciu wielkiego nieszczęścia i wielkiego cierpienia.... Pamięć ludzka jest zawodna, dlatego trzeba to wszystko udokumentować. Przypomniałam sobie 30 nazwisk. Niektórych imion już nie pamiętam. Ale żyją jeszcze inni naoczni świadkowie. Lista pomordowanych, jak na jedną wieś, będzie długa...

Codziennie patrzę z mego okna na las... Przedwojenny krzyż - symbol cierpienia naszego Pana, symbol męki. W oczach - zbiorowa mogiła niewinnych ludzi... Niech wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość! Ludzie, połóżcie głaz! Zamieńcie spróchniały krzyż. Zostawcie stosowny napis... Bóg i Pani Ostrobramska ocalili nas od kuli, ale my jesteśmy już starzy. Niech jednak nasi prawnukowie wiedzą o tym, co się działo w Koniuchach krwawego 29 stycznia 1944 r.

Zanotowano (17 marca 2001r.)

W dniu 22 maja 2004 roku minister Andrzej Przewoźnik oraz przedstawiciele Biura Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa dokonali uroczystego odsłonięcia Pomnika Ofiar w Koniuchach. W ceremonii uczestniczyli także: Ambasador RP w Wilnie, Konsul Generalny w Wilnie, Attache Wojskowy w Wilnie i władze rejonowe.

12 lutego 2001 r.

WP Prof dr hab. Leon Kieres Prezes Instytutu Pamięci Narodowej oraz WP Prof dr hab. Witold Kulesza Dyrektor Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Instytut Pamięci Narodowej 00-207 Warszawa Pl. Krasińskich 2/4/6

Wielce Szanowni Panowie Profesorowie!

Zwracamy się do Instytutu Pamięci Narodowej w celu rozpoczęcia badań i dochodzeń nad jednym z licznych masowych mordów ludności cywilnej popełnionym na Kresach Wschodnich, co zdaje się być sprawą zaniedbaną. Mord ten popełniono wiosną 1944 r. na mieszkańcach wsi Koniuchy, gmina Bieniakonie, powiat Lida, województwo nowogródzkie, przez partyzantów sowieckich. Istnieją liczne relacje samych sprawców tego mordu, oraz znane są dokładnie nazwiska członków niektórych oddziałów. Według twierdzeń sprawców w Koniuchach zginęło kilkaset osób narodowości polskiej, w większości były to kobiety i dzieci.

Podajemy poniżej zestawienie relacji (w języku angielskim oraz w tłumaczeniu polskim - kopie wymienionych źródeł też załączono) o mordzie w Koniuchach autorstwa sprawców: (UWAGA! Z powodu ograniczonego miejsca nie podajemy relacji w języku angielskim - red. Pro Memoria)

(1) Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z Ziemią aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodzi Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite, a wszelka własność spalona. [...]Sygnał dano tuż przed wschodem słońca. W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. [...] Słychać było huk eksplozji z wielu domów [...] Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt.

    Patrz: Chaim Lazar, Destruction and Resistance (New York: Shengold Publishers, 1985), s. 174-175.

(2) Komandir naszej bazy dał rozkaz, aby wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni przygotowali się do wyruszenia na akcję w ciągu godziny. [...] Gdy zbliżyliśmy się do naszego celu, zauważyłem, że partyzanci nadciągają ze wszystkich stron z rozmaitych oddziałów. [...] Nasz oddział otrzymał rozkaz, aby zniszczyć wszystko co się rusza i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić. Wieśniacy i mały garnizonowy oddział niemiecki [?] odpowiedział ciężkim ogniem ale po dwóch godzinach wioska wraz z pozycjami ufortyfikowanymi została zniszczona. Myśmy mieli zaledwie dwóch lekko rannych. Gdy później przemaszerowaliśmy przez Koniuchy nigdy nie powitał nas już wystrzał snajpera, bowiem był to jak gdyby przemarsz przez cmentarz.

Patrz: Isaac Kowalski, A Secret Press in Nazi Europe. The Story oj a Jewish United Partisan Organization (New York: Central Guide Publishers, 1969), s. 333-334; także w: Isaac Kowalski, (komp. i red.), Anthology on Armed Jewish Resistance, 1939Ľtom 4 (Brooklyn, New York: Jewish Combatants Publishers House, 1991), s. 390-391.

(3) Jednakże na zdobywanie prowizji składało się więcej niż tylko przekonanie niechętnych chłopów. Stoi mi wyjątkowo jasno przed oczyma jedna taka akcja. Oddział w sile kompanii pod dowództwem Szlomo Branda wyruszył o zmroku tego zimowego dnia, aby zaopatrzyć się w prowizje w Ľbogatej" wiosce niedaleko miasteczka Ejszyszki. Do celu dotarliśmy około północy. Wystawiliśmy czujki po obu stronach wioski, aja wraz ze swymi ludźmi wszedłem do pierwszego gospodarstwa. [...] Pracowaliśmy jak w gorączce przez całą noc zbierając jedzenie i byliśmy gotowi do odwrotu, gdy zaświtał ranek. Szlomo i 20 jego ludzi zostało z ty,ł aby osłaniać nasz odwrót. My odjechaliśmy na saniach. [...] W żadnym wypadku nie był to jakiś wyjątek. [...] Udało nam się wymusić duże ilości broni i amunicji od wiosek, które kolaborowały [?] z Niemcami i były przez nich uzbrojone. Przedsięwzięto karne kroki wobec kolaborantów, a jedną z wiosek, która była notoryczna w swej wrogości do Żydów została całkowicie spalona.

Patrz: Relacja Israela Weissa w: Baruch Kaplinsky (red.), Pinkas Hrubieshoy. Memorial to a  Jewish Community in Poland (Tel Aviv: Hrubieshoy Associations in Israel and USA., 1962), s.XIII. Pomimo, że Koniuchy nie są wymienione z nazwy, zarówno Israel Weiss jak Shlomo Brand są wymienieni na liście partyzantów żydowskich z Puszczy Rudnickiej w w/w książce I.Kowalskiego, A Secret Press in Nazi Europe, s. 405-407.

(4) Koniuchy była wioska o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, niepomalowanych domach. [...] Partyzanci  - Rosjanie, Litwini i Żydzii - zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. Odezwał się ogień z wieży strażniczych [?]. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów. Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegło w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy.

Patrz: Rich Cohen, The Ayengers (New York: Alfred A. Knopf, 2000), s. 145

Potwierdzenie mordu w Koniuchach można znaleźć także w dzienniku partyzantów żydowskich pt. ,,Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest" (jest on dostępny w internecie: www.yadyashem.org/about_holocaust/documents/part3/doc2l1.html oraz www.usisrael.org/jsource/Holocaust/Rudniki.html ), w którym podano, że napad miał miejsce w styczniu 1944 r. i wzięli w nim udział partyzanci z oddziałów Jacoba Prennera (,,Śmierć faszystom") i Shmuela Kaplinskyego (,,Ku zwycięstwu") tzw. Litewskiej Brygady. Ponadto swój udział w akcji likwidacji wsi Koniuchy potwierdza Zalman Wyłożny, .

który służył w oddziale ,,Śmierć faszystom". Powiada on, że Ľmieszkańcy wymordowani". Patrz: Janusz Gołota, ,,Losy Żydów ostrołęckich w czasie II wojny światowej," Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 187 (1998), s. 32 (autor powołuje się na zeznania Zalmana Wyłożnego, Yad Vashem 1503-80-1)

Sprawę tę skomentował historyk Kazimierz Krajewski w książce pt. Na Ziemi Nowogródzkiej. ,,Nów" - Nowogródzki Okręg Armii Krajowej (Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax, 1997), na s. 511-512, w sposób następujący:

Jedyną ,,winą" mieszkańców Koniuch było to, że mieli już dosyć codziennych - a właściwie conocnych - rabunków oraz gwałtów i chcieli zorganizować samoobronę. Bolszewicy z Puszczy Rudnickiej postanowili zrównać wieś z ziemią, tak by zastraszyć ludność innych wiosek. [...] Wymordowanie mieszkańców Wsi Koniuchy (wraz z kobietami i dziećmi) opisane zostało przez Chaima Lazara jako wybitna ,,operacja bojowa", z której jest on autentycznie dumny. Opis ,,ufortyfikowania" wsi jest kompletną bzdurą. Była to normalna wioska, w której część mężczyzn zorganizowała samoobronę. Ich uzbrojenie stanowiło parę zardzewiałych karabinów.

Niestety znane są jedynie nazwiska partyzantów żydowskich, z których pochodziło około 50 sprawców. Podane są one na s. 405-407 w/w książki I. Kowalskiego, pt. A Secret Press in Nazi Europe, m.in.: Jacob Premier (Prener), Shmuel Kaplinsky (Schmuel Kaplinski), Shlomo Brand, Isaac Kowalski, Chaim Lazar, Israel Weiss i Zalman Wolozni (Wyłożny). Ci partyzanci żydowscy byli przeważnie obywatelami RP. Należy ustalić personalia pozostałych sprawców. Wobec przedstawionych tu dowodów, mamy nadzieję, że badania nad tą zbrodnią zostaną podjęte natychmiast.

Łączymy wyrazy prawdziwego szacunku Komisja Informacyjna przy ZG Kongresu Polonu Kanadyjskiej

KONGRES POLONII KANADYJSKIEJ - Zarząd Główny

20-go lutego 2002 r.  WP prof. dr hab. Leon Kieres oraz WP prof. dr. hab. Witold Kulesza

Wielce Szanowni Panowie Profesorowie,

W 58-mą rocznicę masakry w Koniuchach

Minął już rok czasu, gdy Kongres Polonu Kanadyjskiej zwrócił się do Instytutu Pamięci Narodowej z prośbą o wszczęcie dochodzeń w sprawie mordu dokonanego na polskiej ludności wsi Koniuchy (obecnie Kaniükai, na Litwie).

Uważamy za wskazane podsumować postęp w naszych własnych badaniach w ciągu minionego roku. Ustaliliśmy, że mord miał miejsce 29 stycznia 1944 r. Udało nam się, z pomocą p. Ryszarda Maciejkiańca (redaktora wileńskiego tygodnika ,,Nasza Gazeta", obecnie ,,Nasz Czas") oraz p. Andrzeja Kumora (redaktora torontońskiego dziennika ,,Gazeta"), ustalić przybliżoną listę ofiar tej tragedii. Uzyskano też relacje naocznych świadków polskich (niektóre z nich zostały zebrane i przekazane do IPN przez red. Maciejkiańca), dalsze relacje żydowskie, oraz oficjalne sprawozdania wojenne: litewskiej policji, sowieckich partyzantów, oraz wojska niemieckiego. Ustalono też kolejne nazwiska sprawców. Informacje te umieściliśmy w dossier internetowym KPK: http://www.kok.org/KPK/toronto/koniuchv.pdf zawierającym ponad 50 stron materiałów źródłowych.

Koniuchy stały się więc chyba najlepiej udokumentowaną zbrodnią wojenną na byłych Kresach północnowschodnich RP, a może i w ogóle, bo wyjątkowo kilku sprawców opisało własny udział w masakrze. Ponadto wszystkie znane i liczne źródła: polskie, żydowskie, sowieckie, litewskie i niemieckie potwierdzają, że miała miejsce niczym usprawiedliwiona rzeź bezbronnej ludności cywilnej. Liczba ofiar śmiertelnych sięga co najmniej 40 osób, a więc jest to tragedia na skalę pogromu kieleckiego z 1946 r. Z innych względów jest to też sytuacja wyjątkowa - wielu sprawców znanych jest po nazwisku: Jacob Prenner, Shmuel Kaplinsky, Chaim Lazar, lsaac Kowalski, Shlomo Brand, lsrael Weiss, Zalman Wylozny, Michail Truszin, Doyid Teper, Janki Ratner, Pejsach Volbe, Leiser Zodikoy, Lejb Zaiats (Zajac).

W związku z powyższym zwracamy się ponownie do IPN z prośbą o udzielanie nam informacji na temat konkretnych kroków powziętych przez Instytut w celu:

- zebrania następnych relacji naocznych świadków - ustalenia kolejnych sprawców zbrodni oraz wszczęcia śledztwa przeciwko nim - wydania odpowiedniej publikacji w celu udokumentowania zbrodni w językach: polskim, angielskim, rosyjskim, litewskim, i niemieckim - zorganizowania międzynarodowych obchodów w 60-tą rocznicę masakry (w styczniu 2004 r.) oraz postawienia na miejscu godnego pomnika tej dotychczas zapomnianej tragedii - odebrania krzyża Virtuti Millitari nadanego w PRL Genrikasowi Zimanasowi, który dowodził całą akcją.

Przypominamy, że sprawców zbrodni w Koniuchach nigdy nie osądzono oraz nie ukarano - przeciwnie, niektórzy z nich zostali uhonorowani w szczególny sposób! Jest to sprawa leżąca w gestii IPN zarówno ze względu na rozmiary popełnionej wówczas zbrodni, jak i sposób jej dokonania. Opinia publiczna powinna być na bieżąco informowana o postępach w śledztwie oraz nowych, ważnych ustaleniach.

Łączę wyrazy prawdziwego szacunku, Elżbieta Rogacka Prezes

Oddziałowa Komisja w Łodzi

Śledztwo w sprawie zabójstwa przez partyzantów sowieckich, w styczniu 1944 roku, mieszkańców wsi Koniuchy gm. Bieniakonie pow. Lida woj. nowogródzkie Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi śledztwo w sprawie pacyfikacji w styczniu 1944 roku wsi Koniuchy gm. Bieniakonie pow. Lida woj. nowogródzkie.

Wieś Koniuchy położona była na skraju Puszczy Rudnickiej, w której swoje bazy posiadały liczne oddziały partyzantów sowieckich. Członkowie tych oddziałów dokonywali częstych napadów na okoliczne wsie i kolonie, w tym i na Koniuchy. Celem napadów był zabór mienia miejscowej ludności, głównie ubrań, butów, bydła, zapasów mąki. W czasie napadów stosowano przemoc wobec właścicieli rabowanego mienia. Mieszkańcy Koniuch zorganizowali samoobronę. Miejscowi chłopi pilnowali wsi, uniemożliwiając tym samym dalsze grabieże. Z tego powodu w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. grupa partyzantów sowieckich z Puszczy Rudnickiej nocą okrążyła wieś. Nad ranem przy użyciu pocisków zapalających niszczono zabudowania wiejskie i rozstrzeliwano wybiegających z niej mieszkańców - mężczyzn, kobiety i dzieci. Łącznie spłonęła większość domów. Zabito od 36 do 50-ciu osób, część mieszkańców została ranna. Ci, którzy ocaleli uciekli do pobliskich wsi. Stacjonujący w Puszczy Rudnickiej partyzanci sowieccy podlegali Centralnemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego w Moskwie. Napadu dokonała grupa ok. 100-120-tu partyzantów pochodzących z różnych oddziałów. Wśród nich była m. in. około 50-osobowa grupa partyzantów żydowskich.

Doniesienie w sprawie popełnienia tej zbrodni złożył Kongres Polonu Kanadyjskiej. Postępowanie wszczęto w dniu 8 marca 2001 r.

W toku postępowania, m. in. w drodze komunikatów prasowych, kontaktów ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej ustalono nazwiska i adresy, a następnie przesłuchano 17-stu świadków. Są to żołnierze Armii Krajowej walczący w oddziałach stacjonujących w Puszczy Rudnickiej oraz członkowie rodzin ofiar zbrodni. Część z przesłuchanych świadków podała nazwiska lub pseudonimy partyzantów radzieckich, miejsce stacjonowania tych oddziałów, ich liczebność, potwierdzając, iż najliczniejszą grupę stanowili partyzanci narodowości żydowskiej. Oddziały te potocznie nazywano Wisińczą (od usytuowania ich baz pomiędzy wsią Wisińcza, a jeziorem Kiernowo). Jeden ze świadków był w Koniuchach w dniu 2 lutego 1944 r., a więc kilka dni po napadzie. Zeznał, iż widział popalone domy, rozpaczających ludzi, pozostawione dzieci. Z relacji osoby, która zdołała się ukryć w czasie napadu, słyszał, iż wieś podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekających ludzi. Atak nastąpił po dłuższej obserwacji, kiedy samoobrona zeszła ze swych stanowisk. Mieszkańcy Koniuch opowiadając o sprawcach napadu używali zamiennie określeń Żydzi i Ruscy. Z zeznań świadków wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali się uciekać strzelano. W taki sposób zginęły osoby z rodziny P. Zwłoki małżonków Stanisława i Katarzyny P. odnaleziono zwęglone w domu. Ciało ich córki Genowefy P. ze śladami kuli przypalonymi stopami leżało na podwórzu.

Do akt załączono uwierzytelnioną kopię tajnego meldunku sytuacyjnego, sporządzonego przez Oddział Operacyjny dowódcy Wehrmachtu - Ostland w dniu 5.02.1944 r. w Rydze.

Z treści meldunku wynikaĽRosjan"...,,zastrzelono 36 mieszkańców, 14 rannych. Miejscowość w przeważającej części została obrócona w perzynę". Aktualnie historycy z Wydziału Ekspertyz i Opracowań Głównej Komisji poszukują dokumentów na temat tej zbrodni, sporządzonych przez partyzantów radzieckich, oraz danych dotyczących składu osobowego oddziałów radzieckich stacjonujących w Puszczy Rudnickiej. Trwają również poszukiwania byłych żołnierzy Armii Krajowej z Oddziału Dywersyjnego ,,Frycza". Jak bowiem ustalono część mężczyzn, którzy przeżyli masakrę w Koniuchach walczyła później w tym Oddziale. Ustalane są adresy kolejnych świadków, których bliscy zginęli w Koniuchach. Do Kanady, na Litwę i Białoruś skierowano wnioski o przesłuchanie w drodze pomocy prawnej świadków oraz odnalezienie dokumentacji archiwalnej związanej z przedmiotową sprawą.

NALIBOKI

WP Prof. dr hab. Leon Kieres oraz, WP Prof. dr hab. Witold Kulesza Instytut Pamięci Narodowej

Wielce Szanowni Panowie Profesorowie

Zwracamy się ponownie do Instytutu Pamięci Narodowej, tym razem w celu rozpoczęcia badań i dochodzeń nad masowym mordem popełnionym w Kresowym miasteczku Naliboki, powiat Stolpce, województwo nowogródzkie. Zginęło 128 lub 129 mieszkańców tej wsi, w tym kobiet i dzieci. Mord ten dokonali partyzanci sowieccy 8 maja 1943 r. Istnieje bogata literatura przedmiotu oraz liczne relacje dot. tego mordu, nawet autorstwa samych sprawców. Niektórzy z tych wchodzili do tzw. Brygady Tuwii Bielskiego oraz do oddziału Siemiona Zorina, składających się w większości z obywateli RP. Oto opis tego wydarzenia według świadka polskiego:

Godzina 5 rano, 8 maja 1943 roku. Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu, stojącą pod nią kanapę, przeleciała przez pokój i ugrzęzła w przeciwległej ścianie zaledwie kilka centymetrów nad naszymi głowami.[...] Mama dopadła okna. - Wieś płonie!! - krzyczy. [...]  O godzinie 7.00 strzały i jęki ucichły. Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleni od pogromu mogli teraz zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespełna 2 godziny zginęło 128 niewinnych ludzi. Większość z nich, jak stwierdzili potem naoczni świadkowie, z rąk siepaczy Bielskiego i ,,Pobiedy". Mordercy obojga płci wpadali do mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we śnie całe rodziny, a obrabowane w pośpiechu (nawet z zegarków) domostwa palili i pijani od krwi, z okrzykiem ,,hura!" szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko . Tych rozstrzeliwano z dziećmi pod ścianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem obracali się w popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie zagrabianych koni. Podczas dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko kończyny dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów, Łojków, Chmarów i wielu innych. [...]

Patrz: Wacław Nowicki, Żywe echa (Warszawa: Wydawnictwo Antyk, 1993), s. 98-100.

Potwierdzenie mordu w Nalibokach można znaleźć w rozkazie wydanym 10 maja 1943 r. przez Generała Platona, pełnomocnika Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego przy Kwaterze Naczelnego Dowództwa i CK KP/b/ Białorusi na Obwód Baranowicze:

W nocy 8 maja 1943 r. partyzanckie oddziały ,,Dzierżyńskiego" /d-ca tow. Szaszkin, komisarz tow. Lachow/, ,,Bolszewik" /d-ca tow. Makajew, komisarz tow. Chmielewski/, ,,Suworowa"/d-ca tow. Surkiew, komisarz tow. Klewko/ pod dowództwem d-cy brygady ,,Stalina" tow. Gulewicza i komisarza tow. Muratowa oraz przedstawiciela Iwienieckiego międzyrejonowego centrum mira tow. Wasilewicza z zaskoczenia rozgromiły niemiecki garnizon ,,samochowy" miasteczka Naliboki. W rezultacie 2 i półgodzinnych walk zabito 250 ,,samochowów" [...]Historyk Tadeusz Gasztold skomentował to wydarzenie w sposób następujący:

W nocy z 8 na 9 maja 1943 r. partyzanci sowieccy napadli na miasteczko Naliboki i zamordowali ponad sto osób ludności cywilnej. Akcja odbyła się pod pretekstem likwidacji białoruskiej ,,samoochowy" czyli organizacji współpracującej z Niemcami w zakresie bezpieczeństwa wsi, pod płaszczykiem której w Nalibokach - jak w wielu innych miejscowościach - działała komórka AK kierowana przez por. Eugeniusza Klimowicza. Do chwili napaści Rosjanie współpracowali z Polakami i wiedzieli, że placówka AK działa pod osłoną ,,samoochowy ĽDecyzja napaści i mord ludności zaangażowanej w ruchu niepodległościowym podjęta została po odmowie E. Klimowica podporządkowania się dowództwu partyzantki sowieckiej. Podobny los spotkał mieszkańców miasteczka Kamień Nowogródzki i wieś Szczepki. Pacyfikacja Nalibok rozpropagowana została przez Rosjan jako wielki sukces oddziałów partyzanckich. Szef Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego gen. Pantelejmon Ponomarenko z tej okazji odznaczył wyróżniających się w pacyfikacji dowódców.

      Patrz: Tadeusz Gasztold, ĽNowogródczyzny w działalności partyzantki sowieckiej w latach 1941ĽAdam Sudoł, red., Sowietyzacja Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej po 17 września 1939 (Bydgoszcz: Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Bydgoszczy, 1998), s. 277-278, 281-282.

Sądzony przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie kpt. Eugeniusz Klimowicz wyrok śmierci - zamieniony na dożywocie - odsiadywał we Wronkach. W piśmie do prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego z datą 30 maja 1956 r. szczegółowo opisał przebieg pacyfikacji Nalibok. [Sygn. Akt Sr 749/51; pismo: Do Ob. Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie.]

Spośród licznych źródeł, dotyczących mordu w Nalibokach wymieniamy dalsze: . Komisja Historyczna Polskiego Sztabu Głównego w Londynie, Polskie Siły Zbrojne w Drugiej wojnie światowej, tom 3: Armia Krajowa (Londyn: Instytut Historyczny im. Gen. Sikorskiego, 1950), s. 529. Antoni Bogusławski, Posłowie (w:) Tadeusz Łopalewski, Między Niemnem a Dźwiną. Ziemia Wileńska i Nowogródzka (London: Wydawnictwo Polskie and Tern (Rybitwa) Book, 1955), s. 245. . Adolf Pilch, Partyzanci trzech puszcz (Warszawa: Editions Spotkania, 1992), s. 135. . Wacław Nowicki, W imię prawdy o żołnierzach AK List otwarty do prof A. Hackiewicza, ,,Słowo - dziennik katolicki", nr 141 z 11 sierpnia 1993 r. . Zygmunt Boradyn, Rozbrojenie, (w:) ĽNa Ziemi Nowogródzkiej. ,,Nów" - Nowogródzki Okręg Armii Krajowej (Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax, 1997), s. 387-388. . Tadeusz Piotrowski, Poland´s Holocaust. Ethnic Strife, Collaboration with Occupying Forces and Genocide in the SecondRepublic, 1918 - 1947 (Jefferson, North Carolina: McFarland, 1998), s. 102. . The Story of Two Shtetls, Brańsk and Ejszyszki. An Oyeryiew of Polish-Jewish Relations in Northeastern Poland during World War II, Part Two (Toronto and Chicago: The Polish Educational Foundation in North America, 1998). s. 110-112. . Marek J. Chodakiewicz, Piotr Gontarczyk, i Leszek Żebrowski, red., Tajne oblicze GL-AL i PPR: Dokumenty (Warszawa: Burchard Edition, 1999), tom 3, s. 251, 253. . Zygmunt Boradyn, Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943 - 1944 (Warszawa: Oficyna Wydawnicza Rytm, 1999), s. 100-101. Marek Jan Chodakiewicz, Żydzi i Polacy 1918 - 1955. Współistnienie - Zagłada - komunizm (Warszawa: Fronda, 2000), s.328

Bezpośredni świadek tych wydarzeń, inż. Wacław Nowicki, mieszka obecnie w Warszawie. Bardzo dużo mieszkańców Naliboków zostało wywiezionych do Rzeszy i obozów koncentracyjnych po pacyfikacji niemieckiej, która miała miejsce w sierpniu 1943 r. Sporo z nich po wojnie osiedliło się w USA. Istnieje też inna wersja tych wydarzeń, sporządzona przez żonę jednego z uczestników potwierdzająca jednak udział partyzantów żydowskich w pacyfikacji Naliboków. Na przykład, Sulia Wolozhinski Rubin napisała we wspomnieniach, że udział w niej brał jej mąż Boris Rubizhewski (Rubin), który wraz z nią walczył w oddziale Bielskiego. Oto jej wielce osobliwa relacja nawiązująca do tego wydarzenia, której wiarygodność też należy zbadać (wprawdzie nie wymienia ona nazwy: Naliboki, ale nie ulega wątpliwości, że chodzi o tę miejscowość):

Nieopodal [dworzeckiego] getta znajdowała się wioska. Żydzi musieli przez nią przechodzić po drodze do lasu, a partyzanci [sowieccy] w drodze z lasu. Ci wieśniacy ostrzegali biciem w dzwony i waleniem w miedziane garnki o przemarszu takich osób, aby ostrzec pobliskie wioski. Chłopi wybiegali z siekierami, sierpamii - czymkolwiek co może służyć do zabijania - i rżnęli każdego, a potem rozdzielali między siebie cokolwiek ci nieszczęśliwi mieli. Grupa Borysa [Rubiżewskiegoj zdecydowała, aby położyć raz na zawsze kres takiej działalności. Wysłali kilku ludzi do tej wioski, a sami zaczaili się w zasadzce. Wkrótce rozległy się sygnały alarmowe i uzbrojeni chłopi wybiegli aby zabić ,,przeklętych Żydów". No, ale rozległy się salwy i skoszono ich ze wszystkich stron. Trzy dni zajęło aby zbić trumny [dla poległych chłopów] i ponad 130 osób pochowano. Nigdy już więcej żaden Żyd czy partyzant nie zginął na tych drogach.

      Patrz: Sulia Wolozhinski Rubin, Against the Tide: The Story ofan Unknown Partisan (Jerusalem: Posner & Sons, 1980), s. 126-127.

Natomiast w filmie dokumentalnym ,,The Bielsky Brothers: The Unkown Partisans" (Soma Productions, 1993, producent - David Herman; wydany ponownie w 1996 przez Films for the Humanities & Sciences), przeprowadzono rozmowę z Sulią i jej mężem Borisem Rubinem, gdzie przedstawiono jeszcze jedną całkowicie inną wersję tego wydarzenia. Boris Rubin rzekomo postanowił zlikwidować Naliboki, kiedy dowiedział się, że wieśniacy ukrzyżowali jego ojca (o czym w pamiętnikach wydanych w 1980 roku w ogóle nie wspomniano): Jego ojca Sziomka [...] ukrzyżowano na drzewie [...] Borys się o tym dowiedział. Wioska już nie istnieje. [...] Tego dnia pochowano 130 osób. W filmie potwierdzono jednak, że partyzanci Bielskiego masowo grabili okoliczne wsie: Największym kłopotem było [...] wyżywienie tylu ludzi. Grupy 10 do 12 partyzantów wymaszerowywały na odległość 80 do 90 kilometrów, aby rabować wioski i przynieść żywność dla partyzantów [tj. do bazy partyzanckiej i do obozu rodzinnego, gdzie byli cywilni Żydzi]. 

Nazwiska partyzantów żydowskich, z których pochodziło wielu ze sprawców pacyfikacji, można ustalić na podstawie opracowania Nechamy Tec, Defiance. The Bielski Partisans (New York: Oxford University Press, 1993). To źródło, jak zresztą cała historiografia holocaustowska, milczy o wydarzeniach w Nalibokach.  Wobec wyżej przedstawionych dowodów, mamy nadzieję, że badania nad tą zbrodnią również zostaną podjęte natychmiast.

Łączymy wyrazy prawdziwego szacunku Komisja Informacyjna przy Z G Kongresu Polonu Kanadyjskiej

Anna Gałkiewicz prokurator Oddziałowej KŚZpNP w Łodzi

Omówienie dotychczasowych ustaleń w śledztwach w sprawach o zbrodnie w Nalibokach i Koniuchach

Prokuratorzy Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzą śledztwa w sprawach o zbrodnie nazistowskie, komunistyczne i inne przestępstwa, stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne popełnione nie tylko na obszarze centralnej Polski, ale również na terenie byłego woj. nowogródzkiego. W wypadku śledztw nazistowskich i komunistycznych popełnianych na terytorium centralnej Polski istnieje określona cezura czasowa, w okresie okupacji hitlerowskiej dochodziło do zbrodni nazistowskich, zaś zbrodni komunistycznych dopuszczano się począwszy od dnia wkroczenia na te tereny Armii Radzieckiej. Sytuacja wyglądała zupełnie odmiennie na terenach Kresów Wschodnich II RP, w tym na obszarze b. woj. nowogródzkiego, gdzie w czasie okupacji hitlerowskiej, a zwłaszcza w 1943 r. i w pierwszej połowie 1944 r. na ludności tych ziem popełniano zarówno zbrodnie nazistowskie, jak i komunistyczne. Sytuacja mieszkańców woj. nowogródzkiego, szczególnie zaś wsi, osad i małych miasteczek była więc wyjątkowo trudna. Z jednej strony narażeni byli oni na represje okupanta hitlerowskiego (osadzano ich w hitlerowskich więzieniach i obozach, ginęli w pojedynczych i masowych egzekucjach, których sprawcami byli funkcjonariusze różnych formacji policji niemieckiej oraz kolaborujący z Niemcami funkcjonariusze policji białoruskiej) z drugiej zaś strony narażeni byli na ataki partyzantów radzieckich.

Podziemie radzieckie zaczęło powstawać na terenie woj. nowogródzkiego już w 1942 roku. Dowódcami poszczególnych oddziałów, w skład których wchodzili ukrywający się żołnierze Armii Radzieckiej, miejscowi Rosjanie i Białorusini, a także osoby narodowości żydowskiej - uciekinierzy z gett, byli oficerowie kierowani na te tereny z Moskwy. Partyzanci nie mieli oparcia wśród miejscowej ludności, siłą zabierali więc mieszkańcom poszczególnych Wsi - żywność, odzież, konie. Tamtejszą ludność, wspierającą polskie podziemie, traktowano jak wrogów. W konsekwencji dochodziło do zabójstw pojedynczych osób, całych rodzin, rzeczywiście wspierających żołnierzy Armii Krajowej, czy też jedynie podejrzewanych o taką współpracę. Do największych zbrodni popełnionych przez partyzantów radzieckich doszło w Nalibokach i Koniuchach. W sprawie obu tych zbrodni Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi od marca 2001 r. dwa odrębne postępowania. Chronologicznie pierwsza zbrodnia miała miejsce w Nalibokach.

Miasteczko Naliboki, pow. Stołpce, przed wrześniem 1939 roku liczyło ok. 4.000 mieszkańców, wśród nich kilkaset osób narodowości żydowskiej, które po wkroczeniu na te tereny wojsk niemieckich wywieziono. W miasteczku utworzono posterunek policji białoruskiej. Stacjonujące W Puszczy Nalibockiej radzieckie oddziały partyzanckie, ale również członkowie działających w okolicy zwykłych band rabunkowych, siłą zabierali Polakom żywność, odzież, żywy inwentarz. Latem 1942 roku partyzanci radzieccy skutecznie zaatakowali przejeżdżający przez Naliboki oddział niemiecki. W sierpniu 1942 roku na polecenie Niemców, poparte groźbą kary śmierci w przypadku odmowy, utworzono w Nalibokach oddział samoobrony, składający się z miejscowych Polaków, wyłącznie mężczyzn sprawnych fizycznie. Części z nich dostarczono broń i amunicję, pozostali, tzw. bezkarabinowi pełnili warty nocne. W miasteczku jednocześnie zlikwidowano posterunek policji, oddając pieczę nad Nalibokami Polakom. Dowódcą oddziału samoobrony został Franciszek Adamcewicz, a po jego aresztowaniu Eugeniusz Klimowicz. Dla części członków samoobrony, od dawna działających w konspiracji ZWZ-AK, udział w samoobronie był przykrywką dla podziemnej działalności. Członkostwo w samoobronie dawało, bowiem możliwość legalnego posiadania broni. Zdawali sobie z tego sprawę partyzanci radzieccy. W marcu i kwietniu 1943 roku doszło do dwóch spotkań partyzantów radzieckich z Eugeniuszem Klimowiczem i innymi członkami samoobrony. Inicjatorem tych narad był jeden z dowódców partyzantki radzieckiej Ľich oddziałów. Sugerowano, że partyzanci radzieccy przeprowadzą pozorowaną akcję na Naliboki, w trakcie której członkowie samoobrony poddadzą się i wraz z bronią przejdą do baz radzieckich w Puszczy Nalibockiej. Eugeniusz Klimowicz nie wyraził na to zgody. Zawarto jednak porozumienie, na mocy którego partyzanci sowieccy i członkowie polskiej samoobrony mieli unikać starć ze sobą. Miasteczko Naliboki i pobliskie osady miały stanowić domenę Polaków. Wbrew zawartemu porozumieniu nad ranem 8 maja 1943 roku partyzanci radzieccy zaatakowali Naliboki. Wyciągali oni z domów mężczyzn, rzeczywistych członków samoobrony lub jedynie podejrzanych o przynależność do tej formacji, rozstrzeliwali ich nieopodal domów pojedynczo lub w kilku- i kilkunastoosobowych grupach. Część zabudowań podpalono, z domów zabierano praktycznie wszystko - odzież, buty, żywność, z zagród - konie i bydło. Spalono również kościół, wraz z dokumentacją parafialną, szkołę, budynek gminy, pocztę i remizę. Atak trwał 2-3 godziny. Łącznie zabito 128 osób, głównie mężczyzn, ale wśród ofiar były również trzy kobiety, kilkunastoletni chłopcy i dziesięcioletnie dziecko. Zabitych pochowano na miejscowym cmentarzu. Niektórzy członkowie samoobrony zaskoczeni atakiem próbowali walczyć, zabili kilku partyzantów radzieckich i nie widząc szans na sukces wycofali się do lasu. Szczególnego pokreślenia wymaga fakt, że ogromna większość ofiar to osoby celowo i z premedytacją zabite w egzekucjach, a nie zabite przypadkowo.

Dotychczasowe ustalenia śledztwa opierają się głównie na zeznaniach naocznych świadków zbrodni, byłych mieszkańców miasteczka. Do akt załączono opinię historyka - specjalisty odnośnie struktury oddziałów partyzantki radzieckiej stacjonujących w Puszczy Nalibockiej. Przeprowadzono również kwerendę w archiwach, poszukując dokumentów dotyczących tej zbrodni. W swych meldunkach do dowództwa partyzanci radzieccy przedstawiali atak jako swój sukces, informując o 250 zabitych, zarekwirowanej dużej ilości broni i amunicji, uprowadzeniu 100 krów i 78 koni oraz określając napad, jako skuteczne rozbicie niemieckiego garnizonu ĽNiemców, jedynie przez przypadek nocował tam tylko jeden policjant białoruski. Ważnym materiałem dowodowym w śledztwie są także akta sprawy karnej Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, sygn. Sr 749/51, przeciwko dowódcy samoobrony Eugeniuszowi Klimowiczowi, któremu zarzucono popełnienie zbrodni z art. 1 pkt 1 dekretu z dnia 31.08.1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną polegającej na tym, że w maju 1943 r. w Nalibokach brał udział w zabójstwach partyzantów radzieckich. Zdaniem oskarżenia Eugeniusz Klimowicz, pomimo iż wyraził zgodę na przeprowadzenie pozorowanego ataku na Naliboki, zaczął jako pierwszy strzelać do partyzantów radzieckich. Eugeniusz Klimowicz został skazany wyrokiem z dnia 19 października 1951 roku na karę śmierci, zamienioną następnie na karę dożywotniego więzienia. Dopiero wskutek rewizji nadzwyczajnej, Sąd Najwyższy w 1957 roku uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania. Sąd I instancji zwrócił akta do Prokuratury celem uzupełnienia śledztwa, a ta po sprawdzeniu linii obrony Eugeniusza Klimowicza, umorzyła postępowanie wobec braku dowodów winy. Cennym materiałem dowodowym są obszerne wyjaśnienia Eugeniusza Klimowicza, składane w toku postępowania przygotowawczego i na rozprawie oraz jego pismo do Sądu Najwyższego, w którym opisuje on przebieg ataku.

W rejonie Puszczy Nalibockiej działali partyzanci radzieccy II zgrupowania strefy iwienieckiej, którego dowódcą był Grigorij Sidoruk ,,Dubow". Zgrupowanie to wchodziło w skład Baranowickiego Zgrupowania Partyzanckiego. W napadzie na Naliboki brali udział partyzanci radzieccy z oddziałów ,,Dzierżyńskiego", ,,Bolszewika", ,,Suworowa", dowodzonych przez Pawła Gulewicza, dowódcę Brygady Stalina oraz mjr Rafała Wasilewicza. Wśród atakujących byli również partyzanci żydowscy z oddziału dowodzonego przez Tuwię Bielskiego. Świadkowie wymieniają znane sobie nazwiska partyzantów biorących udział w ataku, zaznaczając, iż wśród nich były również kobiety oraz mieszkańcy Naliboków narodowości żydowskiej. Wymieniają także nazwiska rosyjskich partyzantów, których rozpoznali w czasie napadu. Wskazać przy tym należy, że niespełna 3 miesiące od ataku partyzantów radzieckich na Naliboki miasto to zostało ponownie spacyfikowane tym razem przez oddziały niemieckie, w ramach tzw. akcji Hermann, a jego mieszkańców wywieziono w głąb Rzeszy na roboty przymusowe. Kolejne śledztwo dotyczy zbrodni popełnionej w styczniu 1944 r. w Koniuchach. Doniesienie w tej sprawie złożył Kongres Polonu Kanadyjskiej. Jak wynika z dotychczasowych ustaleń - wieś Koniuchy położona w gminie Bieniakonie, pow. Lida, była dużą, polską wsi liczyła około 60 zabudowań i ponad 300-tu mieszkańców. Koniuchy usytuowane były na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów radzieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na tę wieś zabierali jej mieszkańcom żywność, odzież i bydło. Z tego powodu w Koniuchach, utworzono, podobnie jak w Nalibokach, oddział samoobrony, składający się z mężczyzn zamieszkujących w wiosce. Nieformalnym dowódcą oddziału został Władysław Woronis, choć w istocie decyzje podejmowano kolegialnie.

Członkowie samoobrony skutecznie uniemożliwiali partyzantom radzieckim dalszy rabunek. Z tego powodu, w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. grupa partyzantów radzieckich otoczyła wieś i około 5-tej rano przystąpiła do ataku, który trwał 1,5 godziny. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych i w popłochu uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Na obecnym etapie śledztwa wiadomo, iż co najmniej 1 ranna kobieta zmarła jeszcze tego samego dnia w szpitalu w Bieniakoniach, losów pozostałych rannych dotychczas nie ustalono. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Część ofiar uległa spaleniu w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Miedzy innymi spośród 5-osobowej rodziny P. uratowało się jedynie dwóch braci, którzy w czasie ataku nie byli obecni we wsi. Gdy jeden z nich rano wrócił do Koniuch, zobaczył zwęglone zwłoki swych rodziców w domu i ciało siostry, ze śladami kul oraz przypalonymi stopami, leżące na podwórku. Część mieszkańców zdołała zbiec do lasu lub do pobliskich miejscowości, np. do odległego o 6 krn od Koniuch majątku Kiemieliszki zbiegło około 10 osób - wyłącznie kobiet z małymi dziećmi na rękach. Zwłoki ofiar pochowano w Koniuchach oraz na cmentarzach w Butrymańcach i Bieniakoniach. W toku śledztwa przesłuchano, w charakterze świadków, byłych żołnierzy Armii Krajowej, których oddziały stacjonowały w pobliżu Koniuch, oraz byłych i obecnych mieszkańców Koniuch, w części naocznych świadków zbrodni. Do akt załączono opinię Wydziału Ekspertyz i Opracowań Głównej Komisji. Przeprowadzono kwerendę w archiwach polskich, załączając do akt kserokopie przechowywanych w nich dokumentów dotyczących tej zbrodni. Do chwili obecnej nie przeprowadzono jedynie kwerendy w materiałach Wojskowego Instytutu Historycznego. Z uwagi na proces jego przekształcania w Wojskowe Biuro Badań Historycznych, wgląd do zbioru materiałów poświęconych Wileńskiemu i Nowogródzkiemu Okręgowi Armii Krajowej był niemożliwy.

Uczestniczący w ataku na Koniuchy partyzanci pochodzili z oddziałów, które swe bazy miały usytuowane w Puszczy Rudnickiej. W doniesieniu Kongresu Polonu Kanadyjskiej wskazano, iż wśród atakujących byli partyzanci z oddziałów ,,Śmierć faszystom" i ,,Ku zwycięstwu", w tym 50-osobowa grupa partyzantów narodowości żydowskiej. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że napadu dokonały oddziały ,,Smierć faszystom", ,,Margirio" i ,,Smierć okupantowi". Dwa pierwsze należały do Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego. Oddział Ľw skład Brygady Kowieńskiej i również stacjonował w Puszczy Rudnickiej. Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini. Trzon oddziału Ľgetta w Wilnie i czerwonoarmiści zbiegli z niewoli niemieckiej. Przesłuchani dotychczas w toku śledztwa naoczni świadkowie zbrodni zeznali, iż napastnicy nie byli im znani, żaden z nich nie pochodził z Koniuch, stąd nie potrafili wskazać ich nazwisk. W prowadzonym śledztwie trudność sprawia fakt, iż do chwili obecnej nie było rzetelnych opracowań historycznych na temat zbrodni w Koniuchach. Przebieg ataku opisywano, z reguły dość fragmentarycznie, w różnych opracowaniach typu pamiętnikarskiego, gdzie wskazywano, iż zbrodnia popełniona została wiosną 1944 roku, i które to opracowania mogą jedynie stanowić materiał pomocniczy w toku śledztwa. Nadto byli mieszkańcy wioski są rozproszeni w różnych rejonach Polski i świata, w związku z czym wymagało i wymaga czasu ich odszukanie i przesłuchanie. Nie ułatwia prowadzenia śledztwa fakt, iż Koniuchy, położone w chwili zbrodni w gminie Bieniakonie, obecnie znajdują się na terenie Republiki Litewskiej, zaś same Bieniakonie na terenie Republiki Białorusi. W toku śledztwa korzysta się więc z zagranicznej pomocy prawnej, co przedłuża postępowanie. Ostatnio uzyskano obszerny materiał dowodowy z Prokuratury Generalnej Republiki Litewskiej. Aktualnie jest on tłumaczony na język polski. Po zapoznaniu się z nadesłaną dokumentacją śledztwu zostanie nadany dalszy bieg.

Opisane zbrodnie w Nalibokach i Koniuchach zakwalifikowano jako zbrodnie komunistyczne, będące jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, których karalność nie ulega przedawnieniu. Wskazać przy tym należy, iż są to jedynie najbardziej tragicznie przykłady. Wiele bowiem innych wsi i osad na terenie woj. nowogródzkiego było atakowanych przez partyzantów radzieckich.

Czesław Malewski (Wilno)

15.05.03

 W 2001 roku po prawie 60 latach milczenia w mediach - napisałem pierwszą relację na Litwie o wydarzeniach w Koniuchach, na podstawie wspomnień naocznych świadków. Późno, to fakt,  ale prawda o zbrodni sowieckiej dokonana na obywatelach II Rzeczypospolitej ujrzała światło dzienne. Bandyci spod czerwonej i ... gwiazdy zamordowali kilkadziesiąt niewinnych ludzi (patrz spis ofiar niżej). Dziwne, ale do dnia dzisiejszego zbrodnia ta nie została potępiona a zbrodniarze nie zostali skazani !  29 stycznia 2004 roku po raz pierwszy, dopiero po raz pierwszy, odbyła się msza żałobna w kościele butrymańskim, piękne kazanie wygłosił ksiądz proboszcz Jan Czerniawski, cytując słowa proroka Izajasza: nawiedzony przez nieszczęście, naród izraelicki czuje się opuszczony przez Boga i zapomina o Jego przykazaniach... Na nabożeństwie obecni byli parafianie, działacze Związku Polaków oraz pracownicy samorządu solecznickiego. Przedstawicieli władz państwowych z Wilna i Warszawy nie było! Skromna uroczystość odbyła się pod krzyżem Koniuchach, ale nie na cmentarzu, tylko przy wjeździe do wsi. Zmówiono Anioł Pański i złożono wieńce. Mer rejonu solecznickiego Leonard Talmont poinformował, że w maju zostanie odsłonięty pomnik upamiętniający tragiczne wydarzenia...

W 1939 r. Koniuchy były wielką wsią,  w 85 domach mieszkało ponad 300 mieszkańców, z których duża część przed rozpoczęciem wojny zamieszkała w  kolonii.     Świadkowie tych wydarzeń: Anna Suckiel (ur.1929), Stanisława Woronis (ur. 1919 r.), Antoni Gikiewicz (ur. 1926 r.), Stanisław Wojtkiewicz ( ur. 1929 r.) dobrze pamiętają wydarzenia z ostatniej wojny a szczególnie 29 stycznia 1944 roku.     W okresie okupacji niemieckiej, według słów świadków, częstymi nocnymi ,,gośćmi" we wsi byli sowieccy partyzanci, którzy rabowali od mieszkańców  wszystko od ubrania i wyżywienia zaczynając. Po jednej z takich ,,odwiedzin" mieszkaniec Koniuch  Woronis wraz z sąsiadami zorganizował samoobronę, mającą strzec dobytek przed rabusiami (najbliższy posterunek policji litewskiej i niemieckiej był  w Rakliszkach, Bieniakoniach, Bolcienikach).   O świcie 29 stycznia usłyszeli strzały ze wszystkich stron i zobaczyli ogień palących się zabudowań. Wyskoczyli z domu, zobaczyli partyzantów sowieckich mordujących  ich sąsiadów, podpalających domy wraz z pozostającymi tam rannymi i dziećmi.  .

Udało im się uciec lub schować i pozostać przy życiu, jak mówią, dzięki Opatrzności Bożej.  Zginęło na miejscu 45 osób, 12 zostało rannych, z których część zmarła w szpitalu w Bieniakoniach. Wśród zamordowanych byli dorośli i dzieci z rodzin: Parwickich, Tubiniów, Marcinkiewiczów, Woronisów, Bobinów, Wojsznisów, Bandalewiczów, Łaszakiewiczów, Pilżysów, Wojtkiewiczów, Molisów, Jankowskich.    Spłonęła prawie cała wieś z dobytkiem wielu pokoleń. Z 85 domów zostały tylko 4 rodzin: Aleksandrowiczów, Bandalewiczów, Radzikowskich, Łaszakiewiczów. Pozostali przy życiu mieszkańcy  zmuszeni byli szukać przytułku u swoich rodzin w innych miejscowościach  lub  szybko budować ziemianki.  Pochować zamordowanych na wiejskim cmentarzyku  pomogli  wojskowi Litwini, którzy stacjonowali w Rakliszkach ( 6 km od Koniuchów). Był to najbliższy posterunek niemiecko - litewski

Wraz z przyjściem nowej władzy ,,koniuchowscy bandyci", jak ich nazywali Sowieci, też nie zaznali spokojnego życia. Rodziny Aleksandrowiczów i  Wasiukajciów powędrowały na Sybir, a inni  w niepewności oczekiwali na swój los. Jeszcze inni zostawiając ojcowiznę i groby rodzinne zmuszeni byli  wyjechać do Polski lub jak Leon Tubiń do dalekiej Kanady.     Wszyscy rozmówcy podkreślali, że istnieje potrzeba  zachowania pamięci o niewinnie pomordowanych mieszkańcach Koniuch i mają nadzieję, że władze samorządowe, władze republiki oraz Macierz, chociaż po wielu latach milczenia, oddadzą należyty hołd poległym.

... i 22 maja 2004 r. został odsłonięty pomnik.

Puszcza Rudnicka podczas okupacji hitlerowskiej zaroiła się od oddziałów partyzanckich. Stała się domem, w którym znaleźli schronienie przedstawiciele różnych narodowości i orientacji politycznych. ,, Ľpartyzantów ( głównie Białorusini i Rosjanie) oraz 20 minierów-zrzutków, których głównym zadaniem była dywersja na ważnym szlaku kolejowym Grodno - Wilno. Na całym zaś jej obszarze leżało ledwie kilka nędznych wiosek, które bardzo niewiele mogły świadczyć na rzecz tak dużej ilości ludzi". W tych warunkach dochodzi do konfliktów oraz tragedii. Tadeusz Truszkowski ps. Ľbatalionu 77 p.p. AK w swoich wspomnieniach pisze: ,,Ľwarunki naszej egzystencji były skomplikowane; oto równocześnie mobilizowałem z siatki konspiracyjnej 2 Kompanię; do siatki tej należała między innymi wieś Koniuchy, leżąca na skraju Puszczy Rudnickiej. Część chłopców z tej wsi znalazła się w szeregach kompanii. W tym samym również czasie pomiędzy mieszkańcami Koniuch a jakimś oddziałem partyzantów radzieckich w Puszczy Rudnickiej powstał konflikt" .   

Partyzanci sowieccy z Puszczy Rudnickiej grabili i nękali okoliczną polską ludność. Wsie te były biedne, bo mające liche piaszczyste grunta, na których niewiele wschodziło. Z trudem mogli wykarmić rodziny a tu jeszcze części ,,goście". Co dzień mieszkańców Koniuch drążył niepokój o los dnia jutrzejszego i w tym celu została zorganizowana samoobrona. Organizatorami przeciwstawiania się rabunkom byli: Józef Bobin, Władysław Woronis, Jan Kodzis.     Propaganda sowiecka przedstawiała ludzi z samoobrony jako zdrajców, kolaborantów, których trzeba ukarać.  ,,Wina" tych osób była w tym, że  walczyli o godność ludzką i bronili się przed sowieckimi rabusiami.   W sowieckiej broszurce propagandowej pt. ,,Pirčiupiai" czytamy:"Ľw niektórych miejscowościach Puszczy Rudnickiej - Čebotariai, Daržininkai, Dargužiai, Učkuronis, KaniĽnacjonalistów i elementów kułackich. Zawdzięczając partyzanckiej pracy rozjaśniającej wśród miejscowej ludności w niektórych wsiach, jak np. w Dargużiaj, ,,członkowie samoobrony" rozbroili się i oddali broń partyzantom, a w drugich, gdzie agitacja nie dała rezultatów ( w Daržininkai, KaniĽrozpędzili siłą te oddziały. Grupy samoobrony przestały istnieć". Rzeczywistość była inna. Partyzanci sowieccy wczesnym sobotnim rankiem napadli na bezbronną wieś, którą spalili mordując niewinnych ludzi.

29 stycznia 1944 roku zginęli: 1. Bandalewicz Stanisław ok. 45 lat, 2. Bandalewicz Józef 54 lata, 3. Bandalewiczowa Stefania ok. 48 lat, 4. Bandalewicz Mieczysław 9 lat, 5. Bandalewicz Zygmunt 8 lat, 6. Bobin Antoni ok. 20 lat, 7. Bobinowa Wiktoria lat ok.45 lat, 8. Bobin Józef ok. 50 lat, 9. Bobin Marian 16 lat, 10.Bobinówna Jadwiga ok.10 lat, 11.Bogdan Edward ok. 35 lat, 12.Jankowska Stanisława, 13.Jankowski Stanisław, 14.Łaszakiewicz Józefa , 15.Łaszakiewiczówna Genowefa, 16.Łaszakiewiczówna Janina, 17.Łaszakiewiczówna Anna, 18.Marcinkiewicz Wincenty ok. 63 lat, 19.Marcinkiewiczowa N. ( sparaliżowana, spaliła się), 20.Molis Stanisław ok. 30 lat, 21.Molisowa N. ok. 30 lat,

22.Molisówna N. ok. 1,5 roku, 23.Pilżys Kazimierz, 24.Pilżysowa N., 25.Pilżysówna Gienia, 26.Pilżysówna Teresa, 27.Parwicka Urszula ok. 50 lat, 28.Parwicki Józef lat 25, 29.Rouba Michał, 30.Tubin Iwaśka (?)ok. 45 lat, 31.Tubin Jan ok. 30 lat, 32.Tubinówna Marysia lat około 4, 33.Wojsznis Ignacy ok. 35 lat, 34.Wojtkiewicz Zofia ok. 40 lat, 35.Woronisowa Anna  40 lat, 36.Woronis Marian 15 lat  , 37.Woronisówna Walentyna 20 lat, 38. Ściepura N. - krawiec z miejscowości Mikonty.

W sprawozdaniu policji litewskiej za okres z 26 stycznia do 1 lutego 1944 r. zanotowano: ,,29 stycznia około 200 bandytów rosyjskich napadło na wieś Koniuchy i całkowicie ją zniszczyło. Zginęło 36 osób i 14 zostało ciężko rannych. Mieszkańcy tej wsi kilkakrotnie sprzeciwili się zbrojnie bandytom. W odwecie zniszczyli wioskę".    W innej relacji policji litewskiej przedstawiono wydarzenia następująco: ,,Podpalili wieś. Z 40 gospodarstw spaliło się 39 zabudowań i 1 łaźnia, 50 krów, 16 koni, 50 świń, 100 owiec, 400 kur i inny majątek. W walce ciężko ranili  policjanta Juozasa  Baronisa**,

a policjanta z pomocniczego oddziału policji Juozasa Bobinasa** zabili. Zabili 35 osób cywilnych, 13 raniono z nich 10 ciężko". Dziennik pt. ,,Goniec codzienny", ukazujący się w Wilnie w okresie okupacji hitlerowskiej, nie odnotował na swych łamach tragicznych wydarzeń w Koniuchach.

[powrót]