Ryszard Kiersnowski

Wśród niezbyt licznych zabytków architektury militarnej znajdujących się na północno-wschodnich Kresach Rzeczypospolitej szczególne miejsce zajmuje zameczek w Gojcieniszkach, miejscowości położonej o 45 kilometrów na południe od Wilna, dzisiaj w granicach Republiki Białoruskiej. .

Gawęda  Gojcieniska

Obiekt ten określany też jako zamek lub jako dwór obronny, jest mało znany, ledwie skrótowo notowany w przewodnikach i encyklopediach, a szkoda albowiem stanowi on nie tylko rzadki na tych ziemiach przykład niewielkiej fortyfikacji z początków XVII wieku, ale też wiąże się z niepoślednimi wątkami polskich dziejów i polskiej literatury pięknej. Przypatrzmy się, więc bliżej tej budowli i jej otoczeniu

Zamek wodny

Jest to budynek murowany, jedno piętrowy, wzniesiony na planie prostokąta o wymiarach około 35 i około 20 metrów, opatrzony na wszystkich czterech narożach okrągłymi basztami z wąskimi otworami strzelniczymi, połączonymi z ciągiem grubych na półtora metra ścian oraz w części środkowej z kwadratową dwupiętrową wieżą o typie ryzalitu, pod którą znajdowało się wejście do zamku oraz schody. Dach miał wysoki, czterospadowy, kryty pierwotnie dachówką zastąpioną później przez gonty. Na parterze i na piętrze znajdowały się okna, pierwotnie nieco węższe niż obecnie. Zamek otaczała nieistniejąca już fosa zasilana wodą z przepływającej tuż obok rzeki Żyżmy wpadającej do Gawji, prawego dopływu Niemna. Wnętrze zamku było po części sklepione, podzielone na kilka pomieszczeń, a na piętrze znajdowała się wielka sala obejmująca całą połowę budynku. W podziemiach była studnia. Najwcześniejsze wyobrażenie zamku gojcieniskiego przynosi rysunek Napoleona Ordy z 1877 r. a najstarszą fotografię zdjęcie Jana Bułaka z 1912 r., wielokrotnie reprodukowane. Ten typ niewielkich, można rzec kieszonkowych zameczków stanowiących siedziby znaczniejszych rodów rycerskich jest znany z Niderlandów, a także z północnej Francji i z Westfalii, gdzie zyskały potoczną nazwę ,,zamków wodnych" (Wasserschlösser), były, bowiem z reguły położone ,,na wodzie" niczym na wysepce dostępnej tylko po moście. Nie były to wprawdzie trudne do zdobycia twierdze, dawały jednak schronienie przed pomniejszymi oddziałami wojska jak i przed różnorodnymi opryszkami i maruderami, od których roiło się zwłaszcza w czasie wojen w pierwszej połowie XVII wieku. Zameczek gojcieniski wpisuje się dobrze w ten schemat, co nie dziwi, gdy się wspomni, że został on wzniesiony w 1611 - 612 r. przez Piotra Nonhardta, horodniczego wileńskiego, z pochodzenia Holendra, który za zasługi położone w czasie wojen batoriańskich uzyskał w 1590 nobilitację i polski indygenat oraz nabył obszerne dobra, na których zbudował swą warowną rezydencję. Właściwym muratorem zameczku był jednak inny Holender, Van Daden, sprowadzony zapewne w tym celu z Niderlandów. Obaj oni działając wspólnie przeszczepili na ziemie Wielkiego Księstwa ów wzorzec zachodni nie mający tam innych podobnych poświadczeń.

Gojcieniszki nie powstały jednak na całkiem surowym korzeniu. O około pół kilometra od zamku, również nad brzegiem Żyżmy znajduje się miejsce noszące potoczną nazwę ,,Stary Zamek" lub ,,Stare zamczysko". Wypada stąd mniemać, że uprzednio istniał tam jakiś podobny obiekt przeciwstawiany w tradycji ĽNie jest on jednak znany z żadnych źródeł pisanych ani też nie ma tam sladów jakiejkolwiek budowli, a widoczny jest tylko niski wał dochodzący do Żyżmy oraz niewielkie wzniesienia nadrzeczne porośnięte rzadkimi krzewami.

Może to wskazywać, że było tu jakieś starsze grodzisko. Żaden archeolog nie zagłębił tam jednak łopaty, a jak zapewniają ostatnie właścicielki i mieszkanki Gojcieniszek na Ľmiędzywojennych nierzadko pojawiały się wilki, czyżby zwabione zagadką tego uroczyska.

Fundacja gojcieniska została niebawem uzupełniona o zbór kalwiński zbudowany w 1633r. przez Zuzannę, córkę Piotra Nonharta, wzniesiony o kilkaset kroków od zamku. Była to budowla jednonawowa, prostokątna, ze spadzistym dachem i sygnaturką, opatrzona przy wejściu dwiema masywnymi przyporami przykrytymi łupkiem. Obszerne podziemia służyły jako nekropola kolejnych właścicieli Gojcieniszek, w większości ewangelików od Piotra Nonharta poczynając. Świadczy to, iż zameczek obok funkcji militarnych pełnił też rolę rezydencji jako ośrodek innowierczy, na co wskazują już same nazwiska kolejnych kolatorów z XVI- XVIII wieku. Jednocześnie istniał tu niewielki zespół gospodarczy z młynem, stawem, karczmą i mytem mostowym na Żyżmie oraz z papiernią, której budynek stojący nad rzeką otok zamku jest widoczny na wspomnianym już rysunku Napoleona Ordy.

Właściciele

Drogą sukcesji, zastawów lub zupna, a przede wszystkim w następstwie mariaży dobra Gojcieniskie przechodziły w ręce coraz to innych właścicieli. Pierwsza o nich wiadomość pochodzi z 1562r., gdy zostały one nadane Łukaszowi Łęskiemu, łożniczemu Jego Królewskiej Mości wkrótce jednak, bo już w 1589 r. sprzedał on je Sebastianowi Pakoszowi, od którego nabył je kolejno około 1600 roku znany nam już Piotr Nonhart. Jego córka, Zuzanna, wniosła te dobra w posagu Jerzemu Chreptowiczowi, wojewodzie nowogródzkiemu. W rękach tej możnej rodziny Gojcieniszki pozostawały do około 1660r., kiedy to nabył je za 45 tysięcy złotych polskich pułkownik Wilhelm Korff, dworzanin JKM. 

Znajdowała się tam wówczas, wedle aktu kupna ,,kamienica murowana we dworze stojąca" jak określano zapewne sam zamek. W dalszym toku dziejów Gojcieniszki przeszły około 1700r. do Szretterów, a po nich w 1753 r. jako posag Doroty Szretterówny trafiły do Puttkamerów, których dobra, Bolcieniki i inne, graniczyły z Gojcieniszkami. Mężem jej został Wawrzyniec Puttkamer, stolnik inflancki, po którym majątki te przejęła spolonizowana gałąź baronów Osten Saken. W 1808r. Karol Osten Saken położył na ścianie kaplicy gojcieniskiej obszerne epitafium w języku polskim ukazujące historię jego rodziny w XVIII i w początkach XIX w. Wreszcie jego córka, Weronika, słynna z urody i z jeździeckich umiejętności, po wielu przypadkach związanych ze zsyłką na Sybir poślubiła ok. 1835r.Adama Rymszę z Pęczyna pod Nowogródkiem wznoszą mu. Gojcieniszki, które odtąd przez pełne sto lat pozostawały w rękach rodziny Rymszów wygasłej dopiero po Drugiej Wojnie Światowej wraz ze śmiercią ostatnich dwóch Rymszanek, Heleny i Zofii, córek Edwarda ostatniego właściciela zamku zmarłego w 1937 roku. On to gotując się do zawarcia małżeństwa wykupił z rąk gminy ewangelickiej w Wilnie kaplicę gojcieniską oraz przeprowadził ok.1910 roku modernizację zamku przystosowując go lepiej do potrzeb siedziby mieszkalnej. Został wówczas dobudowany od frontu duży taras na wysokości piętra oparty na masywnych filarach, powiększono nieco otwory okienne i klatkę schodową. W toku tych prac zostały odkryte malowidła ścienne przedstawiające sceny myśliwskie niestety nie zachowane. Być może były to freski wykonane przez malarza wileńskiego Szrettera w czasie, gdy Gojcieniszki należały do jego rodziny. Gdy Edwardowi Rymszy czyniono zarzuty, iż robiąc przeróbki niszczy cenne zabytki miał odpowiadać, że gdyby niczego nie zmieniano to i na Wawelu byłaby dotąd tylko Smocza Jama. Wypada jednak przyznać, że nawet po tych zabiegach zameczek gojcieniski należał do najlepiej zachowanych na kresach północno - wschodnich budowli tego typu, mimo, iż dziś mieści się w nim szpital psychiatryczny, a dookoła powstały jakieś przybudówki i plenią się chwasty. Powyższy przegląd, acz bardzo skrótowy, ukazuje przecież wielorakie związki właścicieli Gojcieniszek z rodzinami z kręgów ziemi wileńskiej i nowogródzkiej realizowane w znacznym stopniu nie na drodze starć zbrojnych (chociaż zdarzały się zajazdy), lecz przez kobiety, Zuzannę, Dorotę, Helenę Weronikę przynoszące w swych wianach tę warownię.

Zawieruchy

Zameczek gojcieniski nie byłby wszakże zamkiem, gdyby w jego historię nie były wpisane rzeczywiste wydarzenia wojenne. Miało to miejsce w 1708 roku, gdy w Gojcieniszkach przed wojskami Augusta II Sasa skutecznie bronili się Szwedzi Karola XII. W nieodległych Smorgoniach, słynnych ze szkoły tresowanych niedźwiedzi zwanej potocznie ,,,Akademią Smorgońską" spotkali się wtedy Karol ze Stanisławem Leszczyńskim, który wraz z oddziałem Szwedów stacjonował wówczas w pobliskich Gieranonach i zapewne stamtąd udał się na spotkanie z królem Szwedów. Ponieważ Gojcieniszki leżą w przybliżeniu W pół drogi między Smorgoniami i Gieranonami wydaje się oczywiste, że jechał on przez Gojcieniszki i być może zatrzymywał się tam lub uczestniczył w odparciu jakiegoś ataku wojsk saskich. Obecność Szwedów w tej okolicy poświadcza też zachowana do niedawna nazwa Ľodcinek drogi w bagnistym lesie moszczonej widocznie dla transportu taborów lub ciężkich dział. W każdym razie pamięć o Szwedach w Gojcieniszkach trwała długo a jej wyrazem była też tablica pamiątkowa umieszczona nad wejściem do zamku, której ślad był widoczny jeszcze w początkach XX wieku. Sama tablica wykonana zapewne z brązu, została zrabowana w 1812 roku przez wojska francuskie ciągnące na Moskwę, widzące w niej prawdopodobnie cenny materiał ludwisarski dla odlewania dział. Treść znajdującej się na niej inskrypcji nie jest więc znana, można jedynie przypuszczać, że nie ograniczała się do upamiętnienia obrony Gojcieniszek przed wojskiem Sasa, jak to przyjmuje tradycja i literatura, bo podobnych starć i potyczek było wiele i nie było zwyczaju umieszczanie bez szczególnej przyczyny w miejscu zdarzeń tablic kommemoratywnych, lecz był to raczej wyraz chluby z powodu bytności w Gojcieniszkach króla Polski - Stanisława. Szwedzi mogli stanowić tu tylko tło tego zdarzenia wynoszonego przez ówczesnych właścicieli zamku, ale zatartego w późniejszej tradycji, zwłaszcza po zagrabieniu pamiątkowej tablicy. A może udałoby się z tych domysłów odtworzyć opowiadanie pod tytułem Ľ

Po raz trzeci wreszcie, a zarazem po raz ostatni gojcieniski zamek stał się widownią i areną działań wojennych przeprowadzonych w noc noworoczną 1944. Stacjonował w nim wtedy garnizon litewski należący do formacji wspomagającej siły niemieckich okupantów Ľdworach i miasteczkach formowały się właśnie struktury Armii Krajowej potrzebujące przede wszystkim broni. Litewska załoga Gojcieniszek była stosunkowo nieźle uzbrojona, powstał więc plan opanowania zameczka, zdobycia broni i przegnania Litwinów. Zadanie podjął i przeprowadził kilkunastoosobowy oddział AK złożony z uczestników kursu szkolącego młodszych dowódców, dla których napad na Gojcieniszki miał być zarazem rodzajem egzaminu. Tak się też stało: żołnierze przebrani za chłopów powracających z wesela podjechali saniami pod wejścia do zamku, zlikwidowali wartownika, wbiegli z obu stron na piętro, gdzie w wielkiej sali znajdowało się główne pomieszczenie Litwinów i po krótkiej walce zmusili ich do poddania się lub ucieczki. Broń została zdobyta, egzamin złożony acz okupiony śmiercią jednego z żołnierzy. Gojcieniszki na krótki czas znalazły się w rękach Armii Krajowej, a widomym śladem tej akcji pozostała wyrwa w zamkowej podłodze powstała od wybuchu granatów.

Legendy

Zameczek gojcieniski nie byłby wszakże rzeczywistym zamkiem gdyby w nim nie pojawiały się duchy. Tak się zdarzyło w początkach minionego wieku, gdy służąca schodząca do piwnicy zastała tam nieznanego mężczyznę w dziwnym stroju, z białą kryzą pod szyją. Z dalszej jej opowieści wynikało bezspornie, że był to żołnierz szwedzki widocznie poległy w obronie zameczku przed dwoma wiekami. Kobieta ta przestraszyła się tak bardzo, że odtąd nie chciała za nic schodzić do tych podziemi. Dopiero po wyświęceniu piwnicy przez księdza zwidy te, jak zapewniają ostatnie właścicielki zamku przestały się pojawiać. Były zresztą i inne podobne opowieści związane z mogiłami w okolicznych lasach pochodzącymi najpewniej z lat Powstania Styczniowego.

Wskazywałby na to strój przypominający czamarę, jaki jeszcze w okresie międzywojennym miały nosić zjawy napotykane zimą w gojcieniskich lasach wędrujące samotnie w kierunku ośnieżonych mogił, a może zgoła powracające tam przed dniem. O tym, że bywało tak również gdzie indziej i o sto albo i o więcej lat wcześniej niech zaświadczy wers jednego z naszych wieszczów przywołujący podobne misteria:

Może jakiś zbłąkany //Rycerz polski albo szwedzki //Nocą wracał na kurhany //A ty zląkł się...

Mickiewicziana Gojcieniskie

Obok tych mniej lub bardziej istotnych fragmentów dziejów Gojcieniszek odrębne, a może wręcz najważniejsze miejsce zajmuje do niedawna zapomniany, acz często nieświadomie przywoływany inny tekst literacki o szczególnej nośności, pióra innego wieszcza, a oparty bezpośrednio na gojcieniskich realiach lub wspomnieniach. Przypomnijmy:

    o dwa tysiące kroków zamek stał za domem //Okazały budową, poważny ogromem...

I już wiemy, że jest to zamek Horeszków w mnogich szczegółach wzorowany na gojcieniskim prototypie. Mickiewicz był, W Gojcieniszkach, o czym do niedawna nie wiedzieli badacze tropiący pilnie każdy krok Poety. Wiadomość tę natomiast przechowała tradycja rodzinna Rymszów, ostatnich właścicieli zameczka. Wedle tej informacji w przylegającym do zamku parku zwanym Sołą, co po litewsku znaczy ,,wyspa" (sała) znajdowała się niegdyś ogrodowa altana, niewielki oszklony pawilon, w którym bywający w Gojcieniszkach goście umieszczali niekiedy swe podpisy lub krótkie teksty. Były tam między innymi wymalowane nad drzwiami triolety ułożone przez A.E.Odyńca sławiące urodę pań Osten Saken, ówczesnych właścicielek Gojcieniszek,. .

Tam też Tomasz Zan po powrocie z zesłania urządzał na Sole wesołe zabawy ,,w chowanego" z przebywającymi tam wtedy pannami z okolicznych dworów, i tam wreszcie - uwaga! Uwaga! - znajdował się podpis Adama Mickiewicza położony na szybie okiennej altany. Ten ostatni szczegół wskazuje, że podpis ów został wykonany diamentem, jaki się używa przy robotach szklarskich, a który był zapewne osadzony w pierścionku. Podobne inskrypcje, i to dłuższe, kilkuwyrazowe młody Mickiewicz umieszczał też na oknie Ľjaki i przez wielu innych. Przypuszczeń tych dziś już niestety sprawdzić nie można, ponieważ w drugiej połowie XIX. altana ta została rozebrana przez dzierżawcę okresowo trzymającego Gojcieniszki. Pamięć jednak została żywa aż do ostatnich czasów w ustnych przekazach rodzinnych

Mickiewicz mógł trafić do Gojcieniszek w 1820., gdy wraz z przyjaciółmi jechał z Nowogródka do Wilna traktem przebiegającym tuż obok zamku, albo też w maju. 1822. gdy bawił przez kilka tygodni w sąsiednich Bolcienikach Puttkamerów i skąd odbywał razem z Marylą konne wycieczki po okolicy. Niewątpliwie bywali wtedy u Osten Sakenów, bliskich krewnych Maryli i sąsiadów, których mogli odwiedzać tak w Gojcieniszkach, odległych od Bolcienik o około sześć kilometrów, jak i w należących też do Sakenów Podweryszkach leżących w połowie tej drogi. W każdym bądź razie były to odległości dogodne dla konnych przejażdżek, a innych podobnych dworów docelowych w najbliższej okolicy nie było. Wiemy zresztą od pamiętnikarzy, że mieszkańcy tych dwóch dworów pozostawali w bliskich rodzinnych kontaktach i często się odwiedzali, przebywający tam Mickiewicz miał więc dość sposobności by obejrzeć i utrwalić w pamięci realia związane z zamkiem i jego otoczeniem, które w dziesięć lat później przeniósł na karty poematu..

Zameczek gojcieniski nie był wprawdzie ,,ogromny", przerastał jednak znacznie przeciętne, okoliczne dwory szlacheckie znane Mickiewiczowi, jak Bolcieniki  Puttkamerów, Tuhanowicze Wereszczaków, Tracewicze Rymszów i inne zaadaptowane do potrzeb Poematu. Zamek Horeszków, podobnie jak gojcieniski przedstawiał ,,samotny budynek" (V,788), piętrowy, ze sterczącą wieżą. Miał wysoki dach widoczny z daleka oraz ganek, na który wyszedł Stolnik i gdzie go dosięgnął fatalny strzał Jacka Soplicy. Ślad tego ganku był do niedawna czytelny na frontonie zamku. W Horeszkowie podobnie jak w Gojcieniszkach była ,,Sień wielka jak refektarz z wypukłym sklepieniem na filarach, podłoga wysłana kamieniem"(I, 292 - 3). Ten ostatni szczegół znajduje też potwierdzenie W Gojcieniszkach, gdzie do niedawna w sieni znajdowała się kamienna podłoga.

I ponownie:,,W tej ogromnej sieni brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni ile tu pękło beczek wina"(II 221 - 2). Podobnym zapożyczeniem zdaje się być motyw obrony zamku. Horeszków przed Moskalami wzorowany widocznie na wcześniejszej obronie zamku gojcieniskiego, o której Poeta mógł zaczerpnąć wiadomość z tradycji ustnej lub z jakichś innych przekazów. Domysły można mnożyć uwzględniając też dane topograficzne, jak położenie dworu Ľstawów (tych z żabami odległości między zamkiem i soplicowskim dworem, umiejscowienie i wygląd kaplicy gojcieniskiej, przy, której pochowano Jacka oraz inne zbieżności i zależności (Położenie młyna w rowie). Oprócz zamku, w niewielkiej od niego odległości, w pierwszej połowie XIX w znajdował się w Gojcieniszkach dom mieszkalny mniejszy i zapewne wygodniejszy niż zamek. Został on jednak rozebrany podobnie jak ogrodowa altana. W czasie bytności Mickiewicza istniał, więc w Gojcieniszkach układ przestrzenny złożony z dworu i z zamku, stanowiący kanwę dla obrazu zamku Horeszków i Soplicowa. Dzieliło je wprawdzie nie ,,dwa tysiące", lecz tylko kilkadziesiąt kroków, poeta musiał jednak dokonać ich rozdzielenia dla potrzeb fabuły dramatu. W rezultacie na kartach ,,Pana Tadeusza" dokonało się przeistoczenie Gojcieniszek w Soplicowo z dworem i z zamkiem, a podobnej metamorfozie uległy też i inne składniki tego pejzażu aż po pobliski las przemieniony pod piórem poety w bezdenną puszczę. Oprócz realiów krajobrazowych wykorzystane zostały przez Poetę także niektóre wzorce osobowe, a przede wszystkim postać Adama Rymszy, szkolnego kolegi Mickiewicza z Nowogródka, w którym wypada upatrywać prototypu Jacka Soplicy w jego pierwszym zawadiackim wcieleniu. Chyba nieprzypadkowo postać Stolnika znajduje odpowiednik w osobie Wawrzyńca Puttkamera stolnika inflanckiego, który w 1737 r. wspólnie z Dorotą Szretterówną wadzi się o jakichś chłopów zbiegłych Z Gojcieniszek. Może też mile osoby dramatu mają tu swe pierwowzory, a losy ich mogą posłużyć jako tworzywo dla dłuższej gawędy o tamtych czasach i ludziach, ale są to już całkiem odmienne historie.

[powrót]